|
Prawdziwe historie
Na
tej stronie znajdziesz historie ludzi, którzy doświadczyli
w swoim życiu Bożej realności i chcą o tym opowiedzieć.
|
|
|


Historia Krzyśka Pleśniarskiego
Może trochę to niektórych zdziwi, ale nie będę opowiadał
jakiś strasznych rzeczy. Miałem „udane życie”. Szczęśliwą i liczną rodzinę. Nie
byliśmy bogaci, ale na pewno nie klepaliśmy biedy. Miałem „dużo przyjaciół” i
nigdy nie musiałem zabiegać o względy „ludzi trzymających władzę” w danej
grupie. Moje dzieciństwo było czystą sielanką o jakiej niektórzy mogą tylko
pomarzyć. Mimo tych wszystkich dobroci, które mnie spotkały w pewnym momencie
mojego życia zacząłem odczuwać pustkę. Często się zastanawiałem co to właściwie
za życie. Żyjemy, biegniemy, umieramy. Czy oprócz pojemniejszego mózgu cos nas
jeszcze różni od zwierząt.
W Boga „wierzyłem zawsze”. Byłem bardzo dobrze wychowany.
Cala moja rodzina jest wyznania rzymsko- katolickiego. Wiara moja opierała się
jednak na zasadzie: Jak trwoga to do Boga. Jeśli już czegoś nie potrafiłem
załatwić sam, to pomodlić się nie zaszkodziło.
W pozostałe dni starałem się „modlić” odmawiając znane mi
modlitwy jak wierszyki, których uczy się w podstawówce no i jak najszybciej
lulu.
Nigdy tak naprawdę głębiej nie zastanawiałem się czy Bóg
jest. Po prostu byłem wychowywany, że jest i nic nie zmuszało mnie do tego, by
w to wątpić.
Poza tym chyba bałbym się nawet pomyśleć, ze mogło by Go nie
być, a wszystko co mam mógłbym stracić jednego dnia. To bardzo bezpieczne
podejście. Bóg mnie i to co mi najbliższe ochroni, bo przecież są gorsi ludzie
ode mnie. Dopóki nie trafi się żadna tragedia, bądź nieszczęście, żyjemy w
sielance.
W okresie dojrzewania zacząłem popadać coraz bardziej w
„gombrowiczowską zawiłość”.
Czułem się też, trochę jak Raskolnikow, jeśli dobrze
zrozumiałem autora. Monotonia, sztuczność, szarość, przeciętność, codzienność.
Zacząłem się dusić. Na zewnątrz wszystko było ok, moje wnętrze jednak
prezentowało odmienny obraz. Ustaliłem sobie własne priorytety i zasady,
którymi próbowałem się kierować w życiu. Było ciężko. Były gorsze i lepsze dni.
Często nachodziły mnie znużenie i szare myśli. Czasem nawet czarne. Były dni
które spędzałem po prostu milcząc.
Jakoś jednak przeszedłem przez ten okres i na studiach
zacząłem drugie życie.
Nowi ludzi, nowe miasto. Bez żadnych masek, pusta kartka.
Postanowiłem, że raz na zawsze odetnę się od tamtego okresu,
od tamtych przemyśleń.
Rzuciłem się w wir zabawy i życia studenckiego. Kto był
studentem, ten wie jak takie może wyglądać. Stworzyłem sobie nowa maskę.
Całkiem nowa, całkiem inna. Życie płynęło szybko i bez większych problemów. Po
okresie dwóch lat zorientowałem się, że życie, które prowadzę jest dokładnie
takie jakiego nie chciałem. Żyje jak większość ludzi. Byle do przodu. Bez
żadnych priorytetów, bez żadnych zasad. Moje górnolotne ideały z młodzieńczych
lat sięgnęły bruku a ja stałem się taki jak większość. Zacząłem się
zastanawiać, czy to przez co kiedyś przechodziłem było tylko zwyczajnym
okresem, przez który przechodzi każdy człowiek. Nie chciałem być taki
zwyczajny. Nie chciałem żyć jak zwierze. Chciałem to wszystko zostawić i
wyjechać. Może Tybet. Gdzieś daleko. Chociaż zdawałem sobie sprawę, że będzie
to tylko ucieczka i pomoże mi to tylko na jakiś czas to nie widziałem jak
mógłbym walczyć tu w tym miejscu. Raz na spowiedzi ksiądz powiedział mi, ze
jakbym umarł zanim przyszedłem się wyspowiadać to poszedłbym do piekła.
Strasznie mnie to poruszyło. Przecież jest tylu złych ludzi a on powiedział mi
ze Bóg wrzuciłby mnie do piekła razem z nimi. Zacząłem znów wprowadzać zasady
do swojego życia. Chciałem go zmienić.
W tym czasie Bóg postawił mi na drodze kogoś, kto ogłosił mi
Dobra Nowinę. Byłem wychowywany i mocno przekonany, ze wiara to moja prywatna
sprawa i nic nikomu do tego.
Po jakimś czasie jednak zdecydowałem się pogadać o Bogu i
sprawdzić czy On faktycznie może teraz działać. Słyszałem o cudach, które
dzieją się na co dzień. Słyszałem o Duchu Świętym który gdzieś tam działa.
Słyszałem o Jezusie. Po głębszym jednak zastanowieniu doszedłem do wniosku, że
tylko o tym wszystkim słyszałem. Nigdy tego nie sprawdziłem. Nawet do końca nie
wiem kto, kiedy i po co, a przecież w to „wierze”. Zacząłem czytać Pismo Święte
i pytać Boga czy naprawdę chciałby zmienić moje życie. Podświadomie bardzo
chciałem by jakoś udowodnił mi swoje istnienie. To, że jest żywym Bogiem a nie
bogiem z opowiadań.
Kiedy zrozumiałem kim jest Jezus Chrystus pomodliłem się
modlitwą nawrócenia. Przeprosiłem za moje grzeszne życie. Przyznałem, że
potrzebuje Jego pomocy. Wyznałem Go moim indywidualnym Panem i Zbawicielem i
zaprosiłem Go do swojego życia.
Moje życie zaczęło się zmieniać. Ja zacząłem się zmieniać.
Zacząłem czytać Biblie regularnie i odkrywać nowe rzeczy. O wszystko pytałem
Boga. Tylko jemu do samego końca ufałem. Miałem wiele wątpliwości i pytań a On
w genialny sposób prowadził mnie i odpowiadał na moje pytania. Szok.
Bez żalu porzuciłem dawny styl życia i wszystko co było z
nim związane. Zacząłem pragnąć coraz mocniej poznawać Boga oraz tajemnice
ukryte w Jego Słowie. Jak rodzice czuwają nad małym dzieckiem tak i ja czułem
podobna opiekę nad sobą. Bóg prowadził mnie przez życie ucząc wszystkiego od
początku.
Teraz wiem ze żyłem w zakłamaniu, że żyłem w niewiedzy i
ciemności. Bez głębszego sensu życia i bez Boga. Teraz wiem, ze jemu zależy
byśmy żyli razem z nim a nie według swoich zasad. Wiem ze On pragnie mojej
przyjaźni tak jak ja pragnę jego bliskości. Wiem, że on nie jest Bogiem
obojętnym i nieczułym. Wiem ze on jest wojownikiem. Ja dałem mu dostęp do
swojego życia. Ja wpuściłem go, by posprzątał u mnie w domu. Wystarczyło tylko,
że naprawdę chciałem Go poznać, ze byłem w stanie zaryzykować i sprawdzić.
Chwała Panu ze nie zabrakło mi odwagi i sił.
Teraz to ja głoszę Dobrą Nowinę, tam gdzie pośle mnie mój
Bóg. Ja jestem sługa Jego a on dba o mnie gdziekolwiek jestem. On mnie wspiera
i mi błogosławi. On mnie buduje i przygotowuje do dzieł swoich . Zostałem
wybudzony z „matrixa” w którym byłem. Nie macham już na oślep rękami, ale
świadomie stąpam do przodu. Teraz walczę bo wiem ze warto. Teraz walczę bo
widzę swój cel. Teraz walczę bo nie jestem sam.
|